Chcę wyjść z tego chłamu. Bardzo. Czuję się wykończona, nie mam już na nic ochoty, muszę unikać wszelkich przyjemności. Próbuję coś zmienić, ale wszystko wydaje mi się bezcelowe i nie do osiągnięcia. Takie życie to istny koszmar. Nie wiem już co ze sobą robić, ale póki mogę, nie będę się poddawać. Chcę być normalna, ale nie potrafię odpuścić sobie tego poczucia "chudości". A to co mam w głowie, to już w ogóle ruiny. Tak zniszczyłam swoją psychikę, że aż brak słów. Nic mnie już nawet nie cieszy. Nie wiem jak odbudować aż tak wielkie zniszczenia.
Trzymam się wiary.
Nikomu nie życzę tej choroby ( tego paskudnego gówna ).
